| |
kto się wpisał? ulubiony? 2012 lutowe styczniowe 2011 grudniowe listopadowe październikowe wrześniowe sierpniowe lipcowe czerwcowe majowe 26.Mój komputer znów był jakiś czas w naprawie. U G. Wpis z notatnika z 2. lutego: Nie wiem, na czym to polega. Czy nad tym, co się dzieje panuję ja, czy to wszystko jest zapisane, gdzieś tam, na górze? Myślałam, że to, że ciągle do siebie wracamy z G., że chcemy wracać, coś znaczy. Przecież mimo tego, co było kiedyś, dalej rozmawiamy. Ale to do niczego nie prowadzi. Okazuje się, że jednak nie ma nic dalej. Jest granica, której nie przekraczamy. Może raz, ale i to nie miało znaczenia. Czy warto czekać na coś, co się nie wydarzy? A może, a gdyby... - czyli to, co marnuje szansę na cokolwiek innego. A przecież mam tę szansę. Chyba. Mętlik w głowie, ale nie męczę się z tym. Myślę, że już postanowiłam. Gdybym nie postanowiła, nie spotkałabym się z Kamilem. Wow. Nie wiem co czuję(...). Nie mogę uwierzyć, że umówiłam się z chłopakiem, o którym jeszcze niedawno mówiłam Domie: 'O, patrz na lewo, ten ładny idzie'. A jednak. I nie dość, że się z nim spotkałam, to było zajebiście. Wszystko było idealnie. Idealne spotkanie z idealnym chłopakiem. Ale... Jestem głupia, że myślę o tym w ten sposób, ale nic na to nie poradzę. Po prostu wydaje mi się, jestem pewna, że im lepiej będzie z Kamilem, tym gorzej z G. I to się sprawdza. Mimo, że nic G. nie mówiłam, zachowuje się tak, jakby wiedział. Może Marta, nie wiem... Denerwuje mnie gra ze strony G. Bo że to gra, nie mam wątpliwości. Zachowuje się tak, jakby zależało mu na mnie tylko wtedy, kiedy pojawia się między nami inny chłopak. I to nie jest ok. Nie będę odtrącała kogoś tylko dlatego, że G. się to nie podoba. Między nami i tak nic nie ma i zaczynam wątpić w to, że będzie kiedykolwiek. Więc czy powinnam olać Kamila tylko po to, aby brnąć w tę pseudo-przyjaźń z G.? Nie. To jedyna możliwa odpowiedź. Chyba zaczyna docierać do mnie, że mogę być szczęśliwa z kimś innym niż G. Zadziwiające wnioski.
A jednak olałam Kamila. Zaangażował się mocniej, niż sobie mogłam wyobrazić. Chciałabym powiedzieć, że mi przykro, ale zdecydowanie gorzej bym się czuła, robiąc mu jeszcze większe nadzieje. Tym bardziej, że zaczynał mnie denerwować. Ciągle był. Wszędzie. Każdą dziesięciominutową przerwę spędzaliśmy razem, po szkole pisał do mnie smsy, znał mój plan lekcji lepiej niż ja sama, jego rodzice wiedzieli o mnie dużo, za dużo, biorąc pod uwagę, że nawet mnie nie widzieli. To nie miało sensu. Skończyło się, zanim się na dobre zaczęło. Kogo ja chcę oszukać? Przez oczernianie Kamila nie zmienię prawdy. On jest w porządku. Nie mogę winić go za to, że zależało mu na mnie bardziej, niżbym na to zasługiwała. Tylko jedna rzecz mi w nim nie pasowała. Tylko i aż. Bo to nie jest G. Z każdym kolejnym chłopakiem, którego poznam, który będzie chciał się do mnie zbliżyć, będzie coś nie tak. Bo kocham G. Najgorsze w tej całej sytuacji jest to, że on o tym nie wie i każdy kolejny dzień utwierdza mnie w tym, aby tego nie zmieniać. Tydzień temu, kiedy byliśmy w Dobrzyniewie, powiedziałam za dużo. Jak to G. sformułował? Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. A jednak chciał wiedzieć i nie pozwolił mi myśleć, że źle zrobiłam, mówiąc mu o tym. Ale czy może obiecywać mi coś, na co nie ma wpływu? Co mi z jego zapewnień, że wszystko będzie jak dawniej, że nic się nie zmieni, skoro kilka minut później nie potrafił mnie nawet przytulić? Skoro pół godziny później poszedł gdzieś, byleby tylko nie wsiąść ze mną do jednego autobusu? Pierwszy raz widział, jak przez niego płakałam i mam nadzieję, że ostatni. Nie chcę więcej takich sytuacji. To co dzieje się ostatnio, przypomina raczej film, słaby melodramat, a nie prawdziwe życie. Więc tydzień temu powiedziałam za dużo. A w piątek to on przesadził. Choć w zasadzie wydaje mi się, że bardziej szukał pretekstu do kłótni, do nieodzywania się, nie wiem... W każdym razie cisza. Chciałabym wiedzieć, czym dla niego jest nasza nienazwana znajomość. Przecież to nieprawda, że jeżeli nie mówi się o czymś głośno, to to nie istnieje. Niedomówienia prowadzą tylko do takich sytuacji, które ostatnio mają miejsce między nami. Niewesoło. To irracjonalne, ale właśnie do niego zwróciłam się o pomoc, kiedy nie wiedziałam, jak w miarę bezboleśnie zakończyć sprawę z Kamilem. Ok, pomógł mi, ale wciąż pytał dlaczego. ja. I zaczęły się pytania o tego drugiego. Nie chciałam rozmawiać o tym na gg. W ogóle nie chciałam o tym rozmawiać. Nie z nim. Za bardzo się bałam, że wszystko między nami się zmieni. Szkoda, że nie pomyślałam o tym w sobotę. Ale to wszystko jego wina. I wódki. To on wyszedł wtedy z pokoju. To on zamknął nas w łazience. To on wyciągnął ze mnie to, co ukrywałam przed nim od tygodni. -Nie domyślałeś się, że coś jest nie tak? Że od tamtej imprezy inaczej się zachowuję, że mam inny stosunek do ciebie? Jedyne kłamstwo tamtego wieczora. A w tym jednym, jedynym momencie powinnam była powiedzieć prawdę. To jest ważniejsze od tego, co działo się na tamtej imprezie. Tym bardziej, że on nic nie pamięta. A ja wszystko. Każdą chwilę, każde słowo. I chyba to boli mnie najmocniej. Może, gdyby pamiętał... Nie chcę, żeby miał wyrzuty sumienia, nie przeze mnie. Nie chcę, żeby brał całą odpowiedzialność na siebie, bo byliśmy tam oboje. Chciałabym, żeby stanął teraz w moich drzwiach i przeprosił. Za piątek, za wszystko, za co nawet nie powinien przepraszać, ale i tak to zrobi. Za to, że przez cały ten czas był ślepy, był cholernym tchórzem i nie przyznawał się nawet przed samym sobą, że mnie potrzebuje, że mu na mnie zależy, że mnie kocha. Czy uwierzyłabym mu, gdyby powiedział, że mnie kocha? Skoro moje życie ostatnio tak bardzo przypomina film, to nie może od czasu do czasu mieć lepszego scenariusza? Gdyby on tu był, powiedziałabym mu to, co czuję. Gdyby napisał, zadzwonił, dał znać, że myśli i żałuje... albo chociaż, że nie wie co ma czuć, co z tym zrobić, że ma mętlik w głowie i go to przeraża. Powiedziałabym mu wtedy, że to nieważne, bo ja też nie wiem i że sobie z tym poradzimy. Razem. Za 3 miesiące skończę 18 lat, a boję się poważnych decyzji, ich konsekwencji... Nie chcę, żeby tak nagle zniknął z mojego życia, a jednocześnie nie robię nic, aby jednak został. We wtorek jadę do Dobrzyniewa, do Krzyśka, sama. Rozmawiam z nim codziennie. Z czystym sercem mogę nazwać to, co jest między nami, przyjaźnią. Dobrze, że akurat w tym przypadku nie mam co do tego wątpliwości. Doszliśmy z Krzyśkiem do wniosku, że lepiej nie spotykać się w grupie, bo ostatnio prowadzi to do poważniejszych kłótni. Więc spotykamy się we dwoje. Oczywiście, G. ma się o tym nie dowiedzieć. Boję się pomyśleć, co by było, gdyby. Mógłby wyciągnąć mylne wnioski. Dzisiaj wróciła moja mama, w tym tygodniu zapisuję się na prawo jazdy, jutro poniedziałek, a ja znowu nie zrobiłam w weekend nic na tyle konstruktywnego, żebym mogła się tym pochwalić. Miałam się nauczyć na wos, biologię i angielski. Dupa, nawet nie otworzyłam książek. Nie mogę doczekać się wtorku. Rozmowy z Krzyśkiem mi pomagają. Rozumie mnie. Widzi, co się dzieje, ale nie naciska i czeka, aż sama zechcę mu o tym powiedzieć. Jest dobrym przyjacielem. Cieszę się, że go poznałam. A z G... poczekam. Mam nadzieję, że nie będę musiała czekać zbyt długo, że się odezwie. A po jakimś czasie przytuli mnie. Mocno. I pocałuje. Tak jak kiedyś. I poczuję to, co czułam wtedy. I będzie, dłużej niż kiedykolwiek. I usłyszę szczere 'kocham Cię'. Tylko o tym marzę. Tylko? Głosuj (0) mbetter 18:17:53 19/02/2012 [komentarzy 0] napisz Wykonała Bu! Więcej na Hidden Door. |