| |
kto się wpisał? ulubiony? 2012 lutowe styczniowe 2011 grudniowe listopadowe październikowe wrześniowe sierpniowe lipcowe czerwcowe majowe 8.2011-07-20 Po tych dwóch tygodniach wszystko zmieniło się o 180 stopni. JESTEM Z BARTKIEM. Tak naprawdę. Zaczęło się od następnego dnia po ostatniej notce. A przecież miało się to więcej nie powtórzyć. Pomyłka okazała się nie być do końca pomyłką. Nie wiem, czy doszłoby do czegoś, gdyby nie te noce pod namiotem. Pewnie tak. Po tym, co od niego usłyszałam… W każdym razie, kiedy wszyscy spali, rozmawialiśmy do 3 rano. Nie mogliśmy spać. Nie pamiętam, kto pierwszy kogo pocałował, ale to chyba bez znaczenia. Tym razem na trzeźwo, zupełnie odpowiedzialnie. Zasnęłam z głową na jego klatce piersiowej i zdałam sobie sprawę, że czuję się przy nim zajebiście bezpiecznie. Tak… dobrze. Miałam wątpliwości, nie powiem, że nie. Rano wyszłam bez pożegnania, bo przecież musiałam wrócić wcześniej do Białegostoku, żeby ściągnęli mi gips (nie pamiętam, czy o tym wspominałam – wypadek po koncercie). Jeszcze tego samego dnia Bartek zadzwonił do mnie zapytać, czy wszystko w porządku. Z ręką, ze wszystkim. Pisał esemesy. Z pozoru nic nieznaczące, co tam, co robię, kiedy wracam. W jednym wyznał, że tęskni. Chyba wtedy mnie coś tknęło. Wróciłam kilka dni później. I z każdym dniem było coraz lepiej. Pocałunki, przytulanie, trzymanie się za ręce… To wszystko było takie miłe, beztroskie. Aż w końcu zapytał mnie, czy chcę z nim być. I wtedy włączył się alarm. Kolejne wątpliwości. Czego naprawdę chcę? Nie odpowiadałam mu wprost, uciekałam od odpowiedzi, bałam się tej decyzji. Czy chciałam z nim być? Czy dam radę wejść w to jeszcze raz, skoro za pierwszym razem się nie udało? Ale to było dawno. Widać, że mu na mnie zależy. I przecież… dobrze mi z nim. Może nie skończy się to jak wszystkie tzw. „wakacyjne miłości”, ale naprawdę coś z tego będzie. Zaryzykować? Pierwsze „tak” padło po imprezie przy ognisku, kiedy już prawie nie kontaktowałam. Nie żałuję. Nie po tym, co powiedziała mi Martynka. Rozmawiała z nim wcześniej o mnie. Pytała go, czy naprawdę mu na mnie zależy i czy chce ze mną być. Odpowiedział, że tak, ale nie wie czy ja chcę. Bo na jego pytania odpowiadam „a co?” albo „czemu pytasz?”. A mu na mnie zależy. Nie szuka pocieszenia po zerwaniu z Martą. Wystarczy mój jeden telefon i przyjedzie do Białegostoku. Rozczuliło mnie to, naprawdę. Zdałam sobie sprawę, że takiego chłopaka właśnie potrzebuję. Znam go całe życie, on mnie też. Wiemy o sobie prawie wszystko, a mimo to chcemy ze sobą być. I uda nam się to, tak myślę. Kocham to, kiedy dostaję od niego esemesa na dzień dobry i dobranoc. I w ciągu dnia. Kocham to, w jaki sposób do mnie mówi „kochanie”, „misiu”, „malutka”. Kocham jego dotyk, pocałunki, uśmiech. Myślę, że jestem w stanie pokochać jego. Tylko potrzebuję czasu. Bartek. Mój chłopak. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Głosuj (0) mbetter 17:45:03 27/07/2011 [Powrót] napisz Skoro ponownie jesteście razem, to chyba jesteście sobie przeznaczeni ;) miło czyta się takie notki, mimo, że sama nie mogę napisać podobnej. Trudno. Życzę wytrwałości ! Pozdrawiam, Paulina bez podpisu 18:46:39 27/07/2011 http://kochasiezanic.blog4u.pl/ IP: zalogowany Wykonała Bu! Więcej na Hidden Door. |